Chwila z Marcinem Mellerem, a dokładniej z jego felietonem ze świątecznego wydania Newsweeka, to była dobra chwila. Również sam felieton okazał się być zapisem małych dobrych chwil z życia autora, dzięki którym jak sam pisze „resztę da się znieść”.

Spodobało mi się to. Postanowiłam wyłuskać z mojego krakowskiego jestestwa tych kilka pięknych małych chwil, które kolorują zwykłą codzienność miasta.

W szczycie sezonu turystycznego unikam okolic Rynku. Ale w każdej innej porze chętnie szukam skrótów lub nadkładam drogi tak aby przejść przez Plac Mariacki, Rynek, Bracką, Wiślną… Zawsze, niezmiennie mocno chłonę tę przyjemność z bycia tu i teraz. Lubię też „załapać się” na hejnał. To jest taka podwójnie dobra chwila.

Mam swoją osobistą piekarnię, bo jak inaczej napisać o Piekarni Mojego Taty? Ma jakąś czarodziejską moc – bułki same wskakują do torby. W drodze do domu obgryzam podpłomyka na zmianę z rogalem. To moja nieziemsko dobra chwila.

Biuro w Podgórzu. Nigdy wcześniej ani później nie miałam przyjemniejszej drogi do pracy. Moja trasa dojazdowa wiodła między innymi przez ulicę Podgórską. Ten odcinek drogi pokonywałam w ślimaczym tempie. Korki? Nie. Po prostu najpiękniejszy widok z tej strony Wisły, dla którego warto spuścić nogę z gazu. Każdego dnia to była właśnie moja dobra chwila.

ARS – moje ukochane kino, z którym połączył mnie kiedyś romans filmowy. To miejsce z magią, której nie ma żadna sieciówka. Mam też swoją małą prywatną perwersję związaną z tym miejscem. Latem uwielbiam przechodzić pod oknami Aneksu, z których dochodzi dźwięk projektora.  Na chwilę zwalniam i słucham… To jest moja dobra chwila.

Park Jordana. Którą ławeczkę zająć, tak aby jak najdłużej rozkoszować się pierwszym wiosennym ciepełkiem, lub ostatnim jesiennym słońcem? Ile czasu potrzeba, żeby znaleźć swoje ulubione miejsce? Sprawdź. Stali bywalcy to wiedzą. Co roku widzę te same twarze na tych samych ławeczkach. Lubię obserwować, jak ich zimowe płaszcze zamieniają się latem w kolorowe sukienki i kraciaste koszule a włochate czapki ustępują miejsca słomianym kapeluszom. Najczęściej siedzą w pojedynkę. Babcie i dziadkowie. Warto dostrzec człowieka. Wystarczy się dosiąść a rozmowa popłynie sama. Obiecuję, że będzie to dobra chwila.

Wędrówka na Kopiec Kraka nigdy nie zaszkodzi. Lubię się upewnić, że w Krakowie wszystko cały czas jest na swoim miejscu. A stąd roztacza się widok idealny. Jeden rzut okiem wystarcza, żeby szybko się uspokoić – wszystko po staremu. To jest taka bardzo dobra chwila.

Kiedy wyjeżdżam z Krakowa czynię to bez żalu. W sezonie grzewczym wręcz nawet uciekam, ale to osobny emigracyjny wątek. Nie łapię tęsknoty za miastem. Żadnych emocji. Inaczej jest kiedy wracam. Lubię powroty drogą A4 od strony Balic. Wypatruję tego, co mnie przyjemnie uspokaja – widoku na Bielany. To już prawie, jak w domu. To jest taka dobra chwila.

 

Z okazji Nowego Roku wszystkim, którzy zechcą bliżej zapoznać się z miastem, życzę wielu takich dobrych chwil. Niech to będzie rok pięknych emocji.