Ostatni tydzień lipca w Krakowie to Światowe Dni Młodzieży i dwie różne różne rzeczywistości . Pierwsza to opustoszałe miasto, bo mieszkańcy Krakowa skorzystali z rady prezydenta miasta i wyjechali na urlop. Tydzień temu opisywałam to jako klimat sielanki, ale przyznam, że przejazd przez puste ulice budził również lekko apokaliptyczne skojarzenia. Dziwnie czułam się również w centrach handlowych, gdzie poza małą grupką klientów obecne były tylko ekspedientki i mocno wzmożona ochrona.  Bardzo kontrastowo, ponieważ w tym samym czasie Kraków zamienił się w najbardziej gwarne i radosne miasto w Polsce. Tak zapamiętam te dni – zderzenie dwóch różnych światów.

ŚDM2016

Spory  trud podróży i co by tu nie mówić warunki pobytu na miejscu dalekie od all inclusive nie zniechęciły pielgrzymów. Do Krakowa zjechała się młodzież z całego świata. Szkoda, że u nas silniejsza okazała się kampania antyŚDM, która skutecznie zasiała panikę i przepędziła mieszkańców z miasta. Z obserwacji mediów społecznościowych w trakcie i po imprezie wynika, że sporo osób szybko zauważyło swój błąd i żałowało, że nie ma ich teraz w mieście.

śm

Uważam, że to było absolutnie jedno z najważniejszych wydarzeń, w jakich Kraków miał okazję uczestniczyć. Niezależnie od wiary i stosunku do kościoła warto było to przeżyć i zobaczyć.

WYD2016

Jak wyglądał Kraków podczas ŚDM?

Kolorowo. To chyba pierwsze najbardziej oczywiste skojarzenie. Kolorowe plecaki, peleryny i flagi zalały ulice. Było radośnie. Brzmi banalnie, ale nastrój entuzjazmu był naprawdę motywem przewodnim tych dni. Pielgrzymi poruszali się głównie w grupach. Ich przemieszczaniu się towarzyszył śpiew i radosne okrzyki. Chętnie zatrzymywali się by po prostu zatańczyć lub zagrać na instrumentach i wspólnie zaśpiewać. Fajne było również wzajemne witanie się, wymiana gestów, uścisków czy nawet zwykłe przybijanie piątki. Było głośno. Ten entuzjazm naprawdę było słychać!  Epicentrum tego krzyku znajdowało się na obleganym przez pielgrzymów Adasiu. Metafizycznie. Nie potrafię do końca tego opisać. Takim kulminacyjnym momentem było dla mnie odwiedzenie Parku Jordana w dniu planowanej na Błoniach mszy. Zaaranżowano tam Strefę Pojednania  – w alejkach między drzewami stanęły konfesjonały.  Nastrój potęgowała pogoda. Na przemian kropił deszcz i wyglądało słońce, było ciepło, parno, bezszelestnie… Wyraźnie dało się czuć, że to miejsce zawieszenia gdzieś między niebem a ziemią.

Ode mnie na razie tyle, chociaż do temu wrócę jeszcze na pewno. Bardzo spodobało mi się podsumowanie ŚDM w wykonaniu Janka z Stay Flay, więc zapraszam również tam.

Kraków2016