To będzie chyba jedyna recenzja restauracji bez rozpisywania się o jedzeniu.

Niech was nie zwiedzie ta nazwa. Zderzenie pastelowego wyobrażenia z metalowym i wyspawanym wnętrzem może być bolesne. Zapleczem Burego jest Mała Manufaktura Radykalnej Metamorfozy Złomu. Rzeczy, które w niej powstają można zobaczyć w Burym. Jest to przestrzeń wypełniona zaskakującymi rozwiązaniami, tworami, rzeźbami. Nie można przestać wypatrywać szczegółów i zadziwień. Nawet wizyta w restauracyjnej toalecie jest totalnym zaskoczeniem.

Człowiek, który za tym wszystkim stoi swoją twórczość nazwał metalmorfozą. Widziałam go raz. Niemal niepostrzeżenie przemknął pod oknami restauracji i zniknął za drzwiami pracowni. Zapamiętałam futurystyczny kombinezon i okulary w ciemnych oprawkach. Człowiek zagadka. Pewnie nikt nie wie, co nowego pojawi się w Burym.

Drugie zaplecze Burego to kuchnia, która powinna nazywać się Małą Kuźnią Genialnych Smaków. Ja polecam rydze i borowiki prosto z lasu i prosto z patelni.

Warto wybrać się do Bukowiny Tatrzańskiej po tyle emocji. Ale i tak to powiem: chcemy Burego Misia w Krakowie!   Bartłomiej Kolbusz niech to przeczyta i uczyni.