Najprostsze wyjście – myślał mistrz – oszaleć. Przestać kontrolować sytuację. Położyć się na fali. Dać się ponieść. Stracić wszystko. Stracić resztki kręgosłupa, stracić wszystkie bezpieczniki. Zagłębić się w morzu alkoholu i już nie wrócić. Zamieszkać z potworami i aniołami. Wtedy już nie byłoby niczego, czego można by się bać. Wszystkie strachy związane są z tym światem. Z Polską. Z Ziemią. Wyzwolić się od tego. To byłoby bardzo wygodne.

Marcin Świetlicki, Jedenaście