Pierwszą zupę rybną zjadłam kiedyś na Węgrzech. Było tak źle, że zupa wskoczyła na listę „nigdy więcej tego nawet nie dotknę”. Od tamtego razu trochę czasu minęło. Pewnego dnia postanowiłam więc uczynić drugie podejście. Wybrałam się w tym celu do mojej ulubionej Paese.

Wiedziałam, że notka o Paese musi kiedyś powstać, ale kto by się spodziewał, że będę zachwalać to miejsce zupą rybną! Dużo dobroci w talerzu (wyjadałam najpierw małże). Genialnie przyprawiona. Wszystko super świeże i aromatyczne. Fanom rybnej mogę zatem śmiało powiedzieć: płyńcie do Paese!

A jak już tam będziecie to spróbujcie też innych rzeczy. Dla mnie numerem jeden jest schab zapiekany z serami pleśniowymi, podawany z żurawiną i genialnym, zapiekanym czosnkiem. Zresztą wszystkie mięsa są przygotowane po mistrzowsku. Same ochy i achy również dla deserów. Od pewnego czasu prowadzę prywatny ranking tiramisu. Póki co, najlepsze jadłam właśnie tutaj.

Paese lubię również za klimat. Jest tutaj spokojnie i uroczyście, ale też bez zadęcia. Bardzo dobre miejsce zarówno na romantyczną kolację, jak i służbowy obiad.

Zdradziłam wam naprawdę wyjątkowo dobry adres!

 

Paese, restauracja korsykańska, ul. Poselska 24