Kiedyś w Krakowie istniała tylko jedna meksykańska restauracja i nikt specjalnie nie narzekał. Ale po jakimś czasie w tej knajpie zmieniły się: menu, ceny i jedzenie. Dokładnie pamiętam ten dzień, kiedy zamiast mojego pysznego burrito, otulonego dwoma puszystymi sałatkami wjechało na stół coś jak… ulepiony z gliny pieróg. Tak właśnie było!

taco mexicano

Mowa o TACO MEXICANO, zachwalanym kiedyś przez samego znawcę tematu Wojciecha Cejrowskiego. W Krakowie funkcjonują dwa lokale Taco. Jeden przy ul. Poselskiej, drugi na Rynku. Ten z Poselskiej jest „bardziej na luzie” (lubię tamtejsze kolorowe wnętrza). Jednak od czasu spotkania z „glinianym pierogiem” nie odwiedzam Taco. Myślę, że czas przyniesie zmiany i naprawdę z radością powitam dobre wieści z Taco. Dawajcie znać.

the mexican

Dużo kontrowersji budzi sieciówka THE MEXICAN z Floriańskiej. Raz, że nie wszystkim tam smakuje, innym śmierdzi z czeluści piwnic, w których znajdują się toalety, jeszcze innych wkurza kiczowaty wystrój. Jaka jest prawda?

Jak dla mnie przepaść między Taco a The Mexican jest aktualnie spora, na korzyść tej drugiej. Jedzenie o wiele smaczniejsze. Nad kiczem nawet się nie zastanawiam, bo sam meksykański design to mieszanka kiczu, naiwności, kolorów, radości. Takie są wnętrza The Mexican, a do tego w weekendy muzyka na żywo i skąpo odziane kelnerki serwujące Tequilę. Miło wpaść tam prosto z przeciągów Floriańskiej i pierwszych chłodnych wieczorów 😉 Do tego na miejscu ciągle coś zaskakującego – gaśnie światło i przy blasku świec oraz muzyce wjeżdża niespodzianka (ktoś właśnie obchodzi urodziny). Albo kelnerka po podaniu dania odziewa nas w wielki, papierowy śliniak 🙂 Ceny: Fajitas – 27zł, tequila – 13,90 zł, krewetki – 34,90 zł

manzana

Ale jeśli chcecie zasmakować w Meksyku to jest tylko jedno takie miejsce. Pierwszy szok przy nachosach. Nachosy z Taco lub te robione w domu chowają się już na sam widok nachosów by MANZANA 😉 Jemy dalej a zachwyt ciągle rośnie. Jeśli miałabym określić te dania, najodpowiedniejsze wydaje mi się określenie – uczciwe. I nie chodzi tu tylko o wielkość porcji (chociaż te są też niczego sobie) ale również o to, że wszystko jest we właściwych proporcjach, nie ma zamienników, czuć oryginalne przyprawy. Co więcej dania są przygotowywane na miejscu, na widoku gości.

Do tego dodam, że mega profesjonalna i sympatyczna obsługa.

Minusy? Wystrój, do którego zwykle staram się nie przyczepiać, ale tutaj muszę.  Jakoś tak nie po meksykańsku i o wiele za ciemno. Meksyk i Ameryka Południowa to radość kolorów. Chcę ten Meksyk mieć nie tylko na talerzu!

Ceny, szczególnie niektórych dań, nie należą do najniższych, Ale nie ma się poczucia źle wydanych pieniędzy. Fajita z kurczakiem – 32 zł, Tacos – 24 zł, nachos 12 zł, Volcano rock (kociołek z mięsem, krewetkami i warzywami) 35 zł,

Gdzie? Miodowa 11. Warto się tam wybrać!